Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 710 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Mapa Marzen 2014 juz czas!!

czwartek, 13 marca 2014 20:30

 

 

Juz minal rok od wykonania ostatniej mapy skarbow, a tu juz za progiem czeka nowy magiczny termin jej wykonania. Czas wiec znow sie przygotowac, a czasu jest malo, bo w tym roku , Anno Domini 2014, pierwszy now po przesilieniu wiosennym wypada ni mniej ni wiecej juz 30go marca.

 

Dokladnie 30go marca o godzinie nieco przed godzina 20.00 w Polsce księżyc wejdzie w now.
I od tego momentu mamy 24 godziny na to by wykonac swoja mape marzen.

Zatem pare dni tylko mamy na to by uzbierac materialy do mapy, a przede wszystkim, choc to wydaje sie najprostsze, zebrac w calosc i skonkretyzowac to czego pragniemy w zyciu. Czasem tak na prawde najtrudniej nam okreslic czego na prawde chcemy, nic wiec dziwnego ze nasze zycie czasem wyglada jak wyglada. To jest wiec najlepszy czas na sprecyzowanie wlasnych pragnien.

dolacz sie do facebook-owego wydarzenia:)
dolacz do wydarzenia na facebook

 

Co jest potrzebne do wykonania mapy:

 

1. Przyda sie arkusz papieru, na ktorym bedziemy naklejac nasze marzenia. Kolor papieru zalezy wylacznie od waszej inicjatywy i wyobrazni, wazne by byl nieco grubszy by wytrzymal wielowarstwowe naklejanie obrazkow:)

2. oczywiscie potrzebujemy nozyczki, klej, tasmy klejace, przybory do pisania, rysowania lub malowania, wszystko zalezy jak planujecie wykonac wasza mape. Technika jest dowolna , najwazniejszy i niepodwazalny warunkek to niewatpliwie to by byla ona wizualna, obrazkowa(a nie tylko mentalna)

 

 

3. Ostatnia i najwazniejsza rzecz ,bez ktorej mapa marzen nie mialaby sensu ,to obrazki przedstawiajace, symolizujace lub odnoszace sie w jakis sposob do tego czego pragniecie.
Jesli jest to samochod to znajdzcie ilustracje, ktora go przedstawia,mozna nawet , co bedzie ciekawa inicjatywa, wkleic swoja buzie do jego wnetrza:) ilustracje mozna znalezc w internecie, gazetach kolorowych pismach.Oczywiscie pragneinia eteryczne, takze maja prawo a wrecz musza znalezc sie na mapie. Jak milosc, spelnienie, rownowaga w tej kwestii znajdzcie symbole ktore dla was beda odpowiednikiem owych pragnien.itp.

 

 

Jak wykonac mape?

 

Kiedy znajdziemy spokojna chwile 30go marca w przedziale czasowym miedzy 20.00 a 20.00 nastepnego dnia, postarajmy sie by byl to czas niezwykle wyciszajacy, skupiony na naszych pragnieniach. Czas dla naszych marzen. Mozna zapalic swieczke, wylaczyc telefony, nastawic ulubiona muzyke. Oczywiscie mozna swoja mape skarbow wykonac z bliskimi (kazdy swoja)To moze byc bardzo ciekawa inicjatywa  i niezwykle energetyzujaca.

Format jest dowolny, ksztalt rowniez. Na arkusz papieru naklejamy po prostu swoje marzenia (ilustracje je przedstawiajace) mozemy robic dopiski, mozemy tez dorysowywac to co nam przyjdzie do glowy. Wazne by mapa nie skladala sie tylko z samych opisow, w znacznej wiekszosci maja to byc ilustracje. Na zrobienie mapy mamy czas do 20.00 nastepnego dnia czyli do 31go marca.

 

Pamietajcie nie musicie przeznaczyc na robienie mapy wielu godzin, moze to byc nawet pol godziny wykorzystane skrupulatnie i tresciwie:) wazne zeby owy czas znalazl sie miedzy 20ta 30 marca a 20ta 31 marca.

 

Co zrobic z wykonana mapa?

 

Ja czesto zawieszam ja na widoku bym mogla czesto na nia zerkac, ale zrob jak uwazasz, jesli chcesz chronic swoje marzenia przed potencjalnym zazdrosnym okiem lub okiem tych ktorzy mogliby odebrac twoja wiare w spelnienie marzen, schowaj ja do szuflady i od czasu do czasu wyciagaj ja i przygladaj sie jej.

 

Spelnianie marzen

 

Zazwyczaj mowi sie ze marzenia powinny spelnic sie w przeciagu roku od wykonania mapy, z doswiadczenia jednak wiem ze pewne rzeczy realizuja sie rzeczywiscie w tym czasie, ale niektore dopiero kilka lat pozniej. Nie powinniscie sie tym zrazac, bo z pewnoscia realizacja przyjdzie w odpowiednim dla was czasie. Czasem jest to proces, ktory zainicjowaliscie tworzac wasza mape , tak jakbyscie dali wszechswiatowi taki maly sygnal "tu jestem tego chce", a wszechswiat czasem potrzebuje przygotowac grunt pod te marzenia ale najczesciej musi tez przygotowac nas samych na ich przyjecie:) Zatem nie trzymaj sie kurczowo tego kiedy sie zrealizuja, wazne bys skupil sie na tym by marzenia skonkretyzowac i umiescic na mapie. Reszta bedzie sie dziala sama.

 

Co zrobic ze stara mapa, kiedy minie juz rok?

 

Zrob z nia co chcesz, nie masz obowiazku jej palic, jak to czasem jest opisywane, ja swoje mapy przechowuje na pamiatke, czasem zapisuje z tylu daty realizacji tych ktore sie zrealizowaly:)

Zatem trzymam kciuki za twoje marzenia , juz dzis zapisz sobie termin i ustaw swobie przypominacz w komorce na 30go marca, by nie przegapic terminu ktory zdarza sie tylko raz w roku.

 

Zycze ci powodzenia i zachecam jesli chcesz za rok otrzymac odpowiednio wczesniej informacje o wykonaniu mapy zapisz sie na moja liste mailingowa (formularz jest po prawej stronie mojego bloga) i zachec tez innych.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dziś są moje urodziny...

piątek, 21 marca 2008 18:33

Dziś są moje urodziny i jakoś zupełnie nie znajoma mi się wydaje liczba 37...

hmm czy więc znaczy coś ten umowny, przyjęty kiedyś przez kogoś kalendarz?
Czy czas w ogóle istnieje? Czy ma sens? A przynajmniej czy na tyle jest ważny by nad nim dumać...

Zaraz zjem wędzonego kurczaka i zapiję piwkiem.
Tortu niestety nie było a tak lubię dmuchać świeczki....
czy tak wypada kobiecie trzydziestosiedmioletniej?
 
...hmmm a mam to gdzieś niech inni się martwią.
Lat się ma tyle na ile się czuje:)

Pomyśleć , że 37 lat  temu poczułam ponownie ciasnotę ciała, która teraz wydaje się taka naturalna...

Zdrówko !

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

CIAŁO... pod reklamę SPRZEDAM...

czwartek, 03 maja 2007 20:30

 

Może coś jest ze mną nie tak... ale od zawsze miałam jakieś dziwne awersje do firmowej odzieży.

 

Problemem, tylko w niewielkim stopniu, była ich wysoka cena.

Nie chodziło mi też o ich jakość.

Mój organizm bronił się zwyczajnie przed noszeniem czyjegoś znaczka.

 

 

Czy to dewiacja?...

 

 

Może wynika to z tego, że zawsze byłam daleka od przynależności do organizacji i od wszelkich emblematów, które klasyfikowały by mnie do jakiejś grupy.

 

 

Harcerstwo, Szkolne Towarzystwo Przyjaźni Polsko – Radzieckiej, Oazy i Fankluby omijałam dużym łukiem.

 

 

Te parę przypadków utożsamiania się, jakie mi się przydażyły w życiu, z filozofią czy religią, a tym samym z określoną grupą społeczną, skutecznie wybiło mi z glowy kolejne próby.

 

 

W temacie wspomnianej odzieży, problem by w zasadzie dla mnie nie istniał, gdyby te uznane firmy nie afiszowały sie tak ze swym logo.

 

- ?! ..Absurd ! - ktoś krzyknie.

 

Cóż to fakt, że dla większości ludzi właśnie to jest ta rodzynka w cieście, dla której warto je zjeść. Niestety nic na to nie poradzę, że ja czuję się w takich ciuchach po prostu jak słup ogłoszeniowy.

 

 

 

 

Spójrzmy jednak na to z mojej strony.

 

Zakładasz buty Lacoste, skarpeki Adidasa, spodnie Diesela, koszulkę Esprita, czapeczkę Nike, że nie wspomnę już o intymnym Triumfie i pięknie wszystko ze sobą współgra,  tylko ten mały szkopuł... Logo na każdej z tych rzeczy. 

 

A czym jest Logo jak nie unikatalnym imieniem firmy, a czasem nawet wręcz bywa autentycznym nazwiskiem właściciela bądź projektanta.

 

 

I kołacze się we mnie pytanie, jak można w takim wypadku być jeszcze sobą nosząc na ciele tyle firm, korporacji, i nie daj Boże, indywidualnych osób, na raz.

Jak można jeszcze udźwignąć własną niepowtażalną, indywidualność?

 

 

I jak można, przede wszystkim, przekrzyczeć własnym komunikatem do świata,  wszystko to co krzyczy zanim otworzysz usta?

 

 

W sytuacji gdy reklamy atakują nas na każdym kroku, a my staramy się od nich uciekać czasem przez wymyślne systemy unikania spamu i reklam telewizyjnych.

 

 

Chyba niepostrzeżenie, sami staliśmy się ni mniej ni więcej powierzchnią reklamową gotową do dzierżawy J Czyniąc z tego, co ciekawe, ogromy przywilej i, co absurdalne, słono za to płacąc.

 

Ot   życie....   pełne jest zagadek...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

SKARPETKI w.... biznesie

czwartek, 26 kwietnia 2007 22:32

 

Jadąc niedawno tramwajem ulicami Düsseldorfu, w jeden z tych pięknych, słonecznych dni jakimi obdarza nas ostatnio natura, pograżyłam się w obserwacji świata.

 

Transport powszechny ma czasem swoje uroki, a tramwaj szczególnie jest pod tym względem wyjątkowy. Jego niespieszne przemieszczanie się zawsze jakby nieco odstaje od nowoczesnej pogoni życia, a tego kto w nim jedzie zabiera na chwilę w refleksyjną podróż miedzy jedną częścią codzienności a drugą.

 

Przez chwilę daje on możliwość spojrzenia nieco z boku na te wszystkie śmiertelnie poważne i niecierpiące zwłoki sprawy. Bycie obok, a nie w środku całego zgiełku świata daje czasem ciekawe i nieżadko zaskakujące spostrzeżenia.

 

Gdy tak z wolna poddawałam sie nastrojowi, a za szybą zmieniały się kolory, twarze i cudze sytacje wyrwane zupełnie z kontekstu,  spojrzałam na kobietę idącą chodnikiem.

 

Normalnie nie zatrzymałabym na niej wzroku dłużej, a przynajmniej nie byłby to wzrok zdziwiony, gdyby nie mały przyciągający uwagę szczegół w jej ubiorze...

 

Eh moda ...jak wiadomo zmienną jest. Niczym bumerang odchodzi i wraca, zmieniając nieco tylko preferowane barwy lub materiały swego języka wyrazu. To wielki gar, do którego wrzuca się to co już było z odrobiną czegoś nowego, efekty bywaja czasem co najmniej zaskakujące, podane jednak na tacy przez uznanych projektantów wyznaczają nam kobietom obowiązujące trendy dzielac ludzi na tych co na czasie i tych co poza nim.

 

Wracając więc do owej kobiety za szybą mego tramwajowego obserwatorium. Szczegółem, który tak mnie zaintrygował w jej ubiorze były.. skarpety.. tak skarpety, w szerokie
brazowo-bordowe pasy.

 

Hmm, wiem i co w tym dziwnego? Niby nic, sama mam w szufladzie kilka par podobnych, jednak nigdy nie przyszłoby mi do głowy łączyć ich z odkrytymi, sandałkami na obcasach, dopełniając resztą w stylu lekko biznesowym. Wiem ekstrawagancja, znam ją jeszcze ze szkoły, doświadczyłam już malowanych spodni, własnoręcznie szytych butów i tym podobnych rzeczy, ale to była szkoła plastyczna, i liczyła się wtedy ponad wszelki sens i wygodę  oryginalność.

 

Kobieta ta jednak bynajmniej nie wygladała na przedstawicielkę zbuntowanej lub ekstrawaganckiej rasy kobiet, wręcz przeciwnie była to raczej osoba, która widoczne na zewnątrz silne poczucie wartości, czerpała głównie ze swej pozycji społecznej, dobrego wykształcenia i  ..no właśnie... bycia zawsze na czasie w dziedzinie aktualnej mody. I najwyraźniej to ostatnie było wystarczającym argumentem by kobieta ta zupełnie na poważnie przemieżała ulice w takowym odzieniu.

 

Pomyślałam sobie wtedy, jak daleko my kobiety dałyśmy się modzie w objęcia. Jak czasem szybko zmienia sie nasze wartościowanie i kanony tego co piękne i brzydkie. I jak bezkrytycznie przyjmujemy trendy, traktując je do tego z wielką powagą.

 

Parę lat temu z pewnością pomysł założenia pasiastych skarpet do butow na obcasach i biznesowego garniturku, byłby określony całowitym brakiem gustu, a już na pewno powodem estetycznego zniesmaczenia.

 

Wątpię też by szef prestiżowej instytucji wykazał się wówczas iście wizjonerską tolerancją w stosunku do posiadaczki owych skarpet piastujacej wysokie stanowisko w jego firmie.

 

Coż mężczyźni zwykle wyróżniają się sporą odpornością na modę i może na szczęście dla nas, bo nie musimy modlić się oto by nasz partner idąc ślepo za modą nie zaskoczył nas pasiastymi skarpetami zakładanymi na wierzch do garnturu...

 

My mamy to z głowy, mężczyznom natomiast możemy tylko współczuć i dziękować jednocześnie za żelazne nerwy i tolerancję w stosunku do naszych tak licznych odzieżowych wynalazków.

 

Moda to zabawa i teatr. Wiedzą o tym projektanci wiedzą też , że nie wszystko da się przenieść w życie i z resztą wcale nie o to chodzi. Najgłupsze co można zrobić modzie to traktować ją jak starszą panią ...zbyt serio.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

koci, koci...POLIGLOCI...

środa, 18 kwietnia 2007 12:43

 

Kto by pomyślał, że dziś jeszcze i to z wieczora, skłoni mnie coś do głębszej zadumy nad światem. I co jak co, ale żeby kocie oczy?...

 

No bo.. hmm.. od dwóch tygodni mniej więcej jestem na kociej słóżbie. W związku z tym dwa razy dziennie odwiedzam  parkę kociego rodu matkę i córkę.

 

Niby nic wielkiego, proza raczej, bo i kupki trzeba posprzątać i babrać się w krwawej wątróbce, a  za obiema rzeczami nie przepadam zbytnio, a przynajmniej nie drże z emocji by ich doświadczać.

 

Koty za to zielonookie są, czochrate, a jeden z nich nawet krzywonogi i krzywousty dość znacznie, jednak to co najważniejsze to to, że mowa którą uznają za naturalną to rosyjski. 

 

Same raczej nie władają tym językiem biegle, a przynajmniej w trakcie naszej znajomości się z tym specjalnie nie afiszowały, jednak wydaje się, że skoro ich Pani przemawia do nich najczulszymi ze słów tego języka, to mogły uznać go za zrozumiały.

 

No właśnie i tu moja zaduma.

 

Niemiecki kraj, rosyjskojęzyczne koty z niemieckim obywatelstwem i polska opiekunka, mix jak się patrzy.

 

Dla człowieka byłby to nielada problem, a one patrzą mi w oczy jakby nigdy nic, jakby rozumiały każde z mych słów, które raczej do siebie mówię niż do nich. I tak sobie pomyślałam czy są genialne czy po prostu przebiegłe.

 

No bo czym dla nich jest moja paplanina a paplanina ich pani?

Rozumieją nas tak po ludzku wg języków?

Czy tylko mają nas za niemądre osobniki, więc wolą nie wyprowadzać nas z obłędu nieświadomości.

 

A my gadamy... Misternie i elokwentnie ubieramy w słowa nasze emocje, pieszczoty i groźby. W sumie nic nowego, zwykle i tak najmniej zależy nam na tym czy ktoś rozumie i słucha, ważne że my mamy do kogo usta otworzyć. Włochate, mruczące stwory są niczym nasi osobiści psychoterapeuci.

 

Jednak jakże są doskonałe w tym rozumieniu, jakże przekonujące. Do tego stopnia, że dwa tygodnie temu były to dla mnie zupełnie obce kociaki, a dziś gadam do nich po swojemu i wierzę, że mnie rozumieją, podczas gdy one pewnie widzą w mych oczach tylko watróbkę , a mruczeniem wyśpiewują  jej jędrne walory... 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

gdzie jesteśmy gdy nas niema?

wtorek, 06 marca 2007 18:51

 

Zastanawiam sie ile chwil ucieka mi przez to tylko, że w danym momencie nie jestem obecna całą sobą w czasie teraźniejszym.

 

Cokolwiek sie dzieje, gdziekolwiek jestem, tak trudno mi byc tu i teraz. Jest to do tego stopnia silne, że budząc się z własnych myśli, czuję się jakbym wróciła z dalekiej podróży i z przerażeniem zastanawiam się co w tym czasie mnie omineło w aktualnie dziejacej się rzeczywistości.

 

To nie jest marzycielstwo, choć chciałabym :) myślę że jest to brzydki nalóg bycia gdzie indziej, zawsze gdzie indziej, zazwyczaj w przodzie ale niestety nie tylko.

 

Kolejny raz myślę sobie, że łatwiej i bardziej treściwie żyłoby się, wypracowując do perfekcji umiejętność bycia wszystkimi zmysłami w danej chwili. Bycie ciałem mamy opanowane do perfekcji, gorzej z resztą części skladowych. Brak nam nad nimi panowania. 

 

Huna (hawajski szamanizm) mówi, że energia podaża za uwagą. I chyba na prawde tak jest biorąc pod uwagę to, jak daleko można odejść tylko przez zwykle zamyślenie. Właściwie myśl jest jak podroż, jesli by umiec ją należycie ukierunkować.

 

Szkoda, że te podróże myślowe wychodzą mi tylko wtedy, gdy ich nie planuję:) tak spontanicznie i w najmniej odpowiednich momentach bo w pracy.

 

Zadziwiające że mam jedną taką pracę, w ktorej notorycznie to robię. Dzieje się to do tego stopnia, że orientując się, że jestem już na parterze zupełnie nie pamiętam co działo się pomiędzy kolejnymi piętrami. Za to pamiętam, gdzie w tym czasie byłam, a tam gdzie byłam czas płynął inaczej, szybciej lub go wogóle nie było.  Plusem tej sytuacji jest to, ze właśnie w tej pracy najcześciej miewam genialne pomysły:)

 

We wszystkich jednak mądrościach świata mówi się o byciu tu i teraz, całym ciałem i dusza. By czas przyszły nie zaprzątał zbyt mocno uwagi, bo to właśnie w tej, obecnej, chwili budujemy przyszłość.

 

Jak się czyta takie słowa to w pierwszym momencie wydają się one absurdalne. Dopiero po głębszym zastanowieniu, okazuje się, że teraźniejszość i bycie w niej, nie jest wcale takie proste. Sęk w tym bowiem, że częściej nas w niej nie ma niż jesteśmy, a kiedy nas w niej nie ma, to coś ucieka nam miedzy palcami. Potem gonimy za kolejną chwilą, przyjemnością, spełnieniem marzeń, a gdy sie spełniają, nie doświadczamy ich w pełni bo... znów nas w nich nie ma:) To ciągła pogoń za cieniem.

 

Spróbuj chociaż jedną godzinę być tu i teraz. Być godzinę obecnym ciałem wraz ze wszystkimi zmysłami -  węchem, smakiem, wzrokiem, dotykiem, słuchem. Może się okazać że ta godzina da ci więcej niż cała wieczność. Doświadczysz świata jakiego jeszcze nie znałaś, a który był najbliżej ze wszystkich dostępnych ci cudów.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

PIĘKNO w ....lodówce?...

czwartek, 01 marca 2007 11:45

 

Tak...Tytuł dość karkołomny obrałam sobie na dzisiejsze refleksje, ale jak tu przejść obojętnie obok piękna, które jest tuż obok nas. Wiem , mam już trochę lat i może czas by wrócić nieco na ziemię, nie tyle wrócić co przybyć, bo tak na prawdę mało mnie chyba tutaj bywa. Powiedziałby ktoś: REALIZM,  czas wziąć na serio PRAWDZIWE życie i czas spoważnieć. Hmm... Kiedy ja tak na prawdę nie wierzę w PRAWDZIWY świat. I nie mam zamiaru poważnieć, posmutnieć i zszarzeć, bo nie o to w tym wszystkim chodzi.

Więc o poranku, (zaznaczam, moim poranku w okolicy 9.00 godziny) gdy nie całkiem jeszcze przytomna preparowałam kanapki dla mojej miłości, po otwarciu lodówki oczom mym ukazało się istne dzieło sztuki, piekno fascynujace mnie od dziecka -  Kapusta. ..Śmieszne? .. A czy przygladł się ktoś kiedyś temu warzywu tak jakby widział je pierwszy raz? Piękny krągły kształt, kolor i struktura. Zawsze zadziwia mnie w naturze to jak precyzyjne są jej konstrukcje. Ta ścisła struktura liści, wydaje sie być nieco autorytarna. Młodym liściom narzucone jest rosnąć w cisnocie wasnego skrajnego przylegania. Człowiek zaraz by protestował, walczył z uciskiem, postulował o wolność przestrzeni, i prawa do rozwoju. Po ludzku można by powiedzieć, że mlodociani w tym kapuścianym państwie nie mają szansy rozwinać skrzydeł. A jednak gdyby nie ta struktura cały zielony organizm nie byłby tak piekny, a może wogóle NIE BYŁBY . Nagroda przychodzi później, bo dopiero stare liscie, doświadczone latami trzymania się w ryzach, rozprostowuja swe ramiona, a czasem rozfalowują się na całegego. Zabrzmiało trochę jak prosystemowa propaganda..:) Zewnętrze jednak to tylko początek. Jądro całego systemu widać dopiero po przecięciu główki, plany miast, zaułki, uliczki, place. Karbowana zieloność tworzy meandry załamań, grę światłocienia.  Po środku jasny rdzeń, stabilny i soczysty wokół którego tworzy się całe miasto ze swą koronkowa delikatnoscią. Czyż to nie jest rzeźba natury? Zawsze w takich momentach przychodzi mi do głowy ponowne przejście na wegetarianizm, nie po to by owe dzieła sztuki niszczyć, ale w przekonaniu, że skoro świat roślin urzeka takim pięknem barw, kształtów i zapachów, to pewnie jest sluszniejsze i bardziej naturane ich spożywanie niż mięsa, które w obróbce nie specjalnie uwodzi pięknem. Cóż póki co to tylko przemyślenia przy robieniu kanapek notabene z wędlina.. Mistrz przychodzi gdy uczeń jest gotów..

A dzionek dziś słoneczny, choroba ciagle się opiera mym interwencjom, a ja stanowczo opieram się negatywizmowi. Znów wróciłam do wróżb i aniołów. Świat jest takim jakim chcemy by był, czas stworzyć go po swojemu.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

kolejny deszczowy dzień w dolinie Renu

środa, 28 lutego 2007 11:08

 

Deszczowy dzień jakich wiele tutaj, skłania do reflekscji. Problem w tym, że z przyczyn podobno zależnych ode mnie, refleksje te bywają mało optymistyczne. Rzeczywistość bowiem wciska się boleśnie wszystkimi szparami w moje życie, i tak czasem doskwiera, że na prawdę bliska jestem wiary w jej realność. No właśnie dzień ten, a może nie tylko dzień ale równeż moje upierdliwe przeziębienie, stawia mnie w konfrontacji z moim o świecie przekonaniu. Może właśnie po to jest ten kryzys, by sprawdzić na ile silne są moje cele i światopogląd. Hmm mając siedem kwadratur w kosmogramie urodzeniowym chyba nie powinnam się dziwić, że życie co rusz daje jakieś zadania i sprawdza na jakim etapie jestem. W sumie dzięki temu się rozwijam. tak... zadziwia mnie jednak zawsze w takich momentach jak dziś, to dlaczego przy takiej wiedzy jaka mam na temat tego co realne a co nie, daję się ciągle wkręcać w te śmieszne rebusy życia. Ja tworze rzeczywistość mojego otoczenia, dlaczego więc pozwalam by w niej było tyle bałaganu? Tracę spokoj wewnetrzny martwiąc się totalnie bezensownymi sprawami. Szkoda energii przecież, a już tyle razy okazało się że sprawy same się rozwiązują i najczęściej wtedy gdy ja się zupełnie poddaję. Czemu więc czasem jest mi tak trudno uwierzyć w opiekę kosmosu, aniołów opaczności. Człowiek ma jednak oporną duszę.

I ten wczorajszy wypadek, dotknięcie anioła.. Gdyby nie podszept i ułamki sekund Grzegorz już mógłby nieżyć. zareagował zanim cokolwiek się wydarzyło...sam zadziwia się jak to możliwe. Nie mam wątpliwości, że to była opaczność, jeszcze nie jego czas, ale co chce nam kosmos powiedzieć przez te wydarzenia? jest i czuwa? A my niewdzięczni co jakiś czas zapadamy na amnezję i dajemy wciągać się w jakieś igraszki codzienności, która jakże żałosnie czasem próbuje przekonać nas o swej realności.. czas wrócić do zródła, znaleźć właściwy dystans nie problemy życia są przecież głównym powodem naszego istnienia, ale poznawanie kim jesteśmy i czym jest świat.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

czy wstep jest potrzebny?

wtorek, 27 lutego 2007 15:19

 

..hmmm to tak jak pierwsze spotkanie, trochę tremy, nieśmiałość i fascynacja zarazem. Obnażanie własnego wnętrza w tym miejscu ma być wyzwaniem na dzisiaj. Czy mu sprostam? Czy uda mi sie mówić otwarcie o sobie samej i świecie mnie otaczającym. Moich barwach i przestrzeniach, zaułkach i potknięciach życia. Pierwsze koty za płoty...próbuje...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

wtorek, 17 października 2017

Licznik odwiedzin:  21 602  

O mnie

Z wykształcenia jestem plastykiem,ale jestem także wróżką i astrologiem (www.omani.eu)

Zawsze szukałam swego miejsca w życiu
i po 35 latach jestem
jakby nieco bliżej celu.

Interesuje mnie świat
w swej duchowej konstrukcji,
wszystko to co skrywa się
pod jego widoczną powierzchnią...

A sporo tego jest.

moimi oczyma.. moimi dłońmi..

Wpisz się na moją listę mailingową, a otrzymasz w prezencie inspirującego EBOOKA i stały dopływ cennych dla ducha informacji.

 

E-mail:
Imię:
Nazwisko:
Zgadzam się z Polityką Prywatności

 

 

 

 

 

KONTAKT ze mną

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Statystyki

Odwiedziny: 21602
Wpisy
  • komentarze: 26
Galerie
  • liczba zdjęć: 41

Lubię to